15.12.2005 Wersja do druku

Sałatka nie bardzo operowa

"Muzeum histeryczne Mme Eurozy" w reż. Ingmara Villqista w Operze Śląskiej w Bytomiu. Pisze Regina Gowarzewska-Griessgraber w Dzienniku Zachodnim.

Żal mi artystów, którzy napracowali się straszliwie, a nie przyniosło to lepszych skutków. Nie wiem, dlaczego z "Muzeum histerycznego Mme Eurozy" zrobiono operę. Gdyby nie było w niej zbioru dźwięków, może akcja spektaklu byłaby szybsza i zobaczyłabym przynajmniej dobrą sztukę teatru alternatywnego. A tak, z zapowiadanej nowatorskości wyszedł w Operze Śląskiej groch z kapustą. W warstwie muzycznej autor Piotr Schmidtke cofnął się o dobre pół wieku, mieszając muzykę konkretną z aleatoryzmem. Czyli zmieszał zmiksowane odgłosy: przyrody, ruchu ulicznego, fabryczne, głosy ludzkie ze sporą przypadkowością wydawanych przez artystów dźwięków. Partytura jest zbiorem obrazków i słów, ze wskazaniem wysokości ich wydawania. I tak męczą śpiewacy i instrumentaliści - zarówno siebie, jak i słuchaczy. Odczepmy się więc od warstwy muzycznej. Niestety, teksty też nie były powalające, z żałosnymi rymami typu "czy masz pilota - nie, to idiota", ra

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Sałatka nie bardzo operowa

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Zachodni nr 291

Autor:

Regina Gowarzewska-Griessgraber

Data:

15.12.2005

Realizacje repertuarowe