01.03.2004 Wersja do druku

Recenzja dramatu "Sprawa miasta Ellmit" Ingmara Vilqista

To kolejna sztuka Vilqista, która doczeka się tylko jednej realizacji: autorskiej, w zaprzyjaźnionym teatrze.

Jarosław Świerszcz w kolejnych, licznych sztukach nie odstępuje ani o krok od przyjętej u progu kariery (czyli bodaj przed czterema laty) strategii twórczej: trzyma się pseudonimu, niby-skandynawskiego kolorytu miejsca akcji, opowiada o mękach, jakie zadają sobie ludzie nawzajem; często mają one wymiar faszystowski. Zmienia się jedno: z dramatu na dramat zwiększa się ich objętość, zgrabne jednoaktówki, mające za bohaterów dwie, trzy osoby, zastąpiły potężne projekty. Ostatni: "Sprawa miasto Ellmit", został wpisany w formułę dramatu sądowego. Objawiająca się na różny sposób skłonność do maskowania się nakazała autorowi ukryć przed widzem/czytelnikiem przedmiot rozprawy najdłużej jak się da i na tym chwycie budować napięcie dramaturgiczne. Pomysł nienowy, ale nie w tym rzecz. Zanim doczekamy się punktów zwrotnych, w wyniku których uchylony zostanie kolejny rąbek przestępstwa, zdążymy się tak znudzić rozwlekłymi dialogami, które ani n

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Ingmar Vilqist. "Sprawa miasta Ellmit".

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowe Książki nr 3

Autor:

M. Z.

Data:

01.03.2004