10.01.2020, 16:09 Wersja do druku

Pustka w krysztale

Inne aktualności

W nowy rok wchodzi Narodowy Stary Teatr w Krakowie premierą „Chaosu pierwszego poziomu” autorstwa i w reżyserii Mateusza Pakuły.

Ten niemal dwugodzinny spektakl to przewrotna apoteoza nauki i naukowego zmagania o prawdę, zobrazowana na przykładzie historii ewolucji. Oto w rolę głosu Krystyny Czubówny  wchodzi swym głosem Jan Peszek (sic!) i próbuje wytłumaczyć ten zawiły proces chemiczno-biologiczny, począwszy od pojawienia się u zarania dziejów Białek motorycznych. W ich rolach zobaczymy Juliusza Chrząstwoskiego i Michała Majnicza, którzy na początek jedynie choreografią, a potem i werbalnie uzupełniają wykład Peszka z offu. Tytuł sztuki jest oczywiście zapowiedzią, a monolog narratora, snuty w kontrze do tradycji (post)romantycznej, dość szybko uwalnia się spod reżimu linearności i fabularnej spójności. Przez scenę zaczyna się przetaczać korowód na pozór przypadkowych postaci, które narrację i jej wizualizację stale burzą. Jest tu więc czarna jak noc Ekoterrorystka (Anna Paruszyńska), grożąca wysadzeniem teatru wraz z publicznością, Komórka jajowa myląca ewolucję z owulacją (Małgorzata Zawadzka zamiennie z Martą Ojrzyńską), śpiewający Darwin (Łukasz Szczepanowski), a nawet jazzband krakowskich gołębi. Próba zaprowadzenia fabularnego porządku i ponownego usystematyzowania wykładu przez Głos za każdym razem kończy się niepowodzeniem, a sceną coraz wyraźniej zaczyna rządzić chaos. Chaos postaci, wątków i słów, swą stylistyką zawieszonych gdzieś między Wikipedią i nowodworską szopką. 

Inne aktualności

Dopiero na scenie widać, jak słaby i wtórny jest tekst Pakuły. Jeśli odrzeć go z gagów i niewyrafinowanego komizmu, zostanie rozprawka o tym, że warto słuchać naukowców. To coś jakby prowokacja licealisty, który przed maturą odkrył w sobie literacki talent i z wypiekami na twarzy biegnie do polonistki, pokazać jej swe opus magnum. Tekst trafia do szkolnego teatrzyku, młodzieńca zrażać wszak nie można. Jakże subtelnie rozprawia się on przecież z Mickiewiczowską „Romantycznością”, zna Darwina, i tak pięknie okłada Nietzschego (monolog w wykonaniu Szymona Czackiego). Nasz literat ma oczywiście też coś dla swej licealnej braci, by na zawołanie rechotała, gdy Białka motoryczne w swym rapie o naturalnym dryfie i doborze pojadą eluwiną i liroyem. No i ta bezkonkurencyjna dinozaurzyca, która zrozpaczona krzyczy do Darwina, że po duszy została jej już tylko dupa (tu krótko, ale rzeczywiście przebojowo Małgorzata Gałkowska).

„Chaos pierwszego poziomu” to spektakl, który razi dramaturgiczną i warsztatową słabością. Tytuł nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem. Gdy po kolejnym gagu ustają śmieszki, dłużyzn nie zapełnia bowiem spójna i sensowna treść, którą można by zabrać w głowie na dłużej. Trudno też o podziw dla warsztatu aktorów, którzy ubrani w mikroporty i krępujące ich usta i ruchy stroje nie mogą nawet po prostu „zagrać”. Najtrafniejsza metafora, która opisuje ten spektakl, pojawia się w nim samym jako multimedialna prezentacja o tym, że kryształy są w środku puste. Nic dodać, nic ująć.

Jeśli coś broni krakowskiej premiery, to scenografia Justyny Elminowskiej oraz muzyka Antonisa i Zuzanny Skoliasów w wykonaniu tychże oraz Marcina Pakuły. Do reszty trzeba podejść jak do wspomnianego kryształu. No i w żadnym razie nie wolno zignorować informacji, że spektakl przeznaczony jest dla widzów powyżej 14. roku życia. W zapowiedziach należy jednak wykreślić dopisek „i dorosłych”. Szkoda, że tak zaczyna się i ten rok w Starym.

 

Źródło:

Materiał własny

Autor:

zachyrta

Data:

10.01.2020