"Orkiestra Titanic" w reżyserii Rudolfa Zioły w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu. Pisze Mirosława Zybura w Ziemi Kaliskiej.
Pierwsza w tym roku premiera na deskach Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego to nie tylko dobrze skrojony teatr absurdu zadający fundamentalne pytania, ale i zagrana skromnymi środkami pochwała teatralnej magii Ten spektakl rozkręca się powoli, ospale, "jak żółw, ociężale", ale już po kilku pierwszych minutach osiada na widzu nieznośnie jak smród na dworcu kolejowym. Takim samym dworcu jak ten, na którym rozgrywa się akcja pierwszej w tym roku premiery na deskach Dużej Sceny kaliskiego teatru. Najnowsza propozycja sceny nad Prosną, "Orkiestra Titanic", to spektakl tyleż ciekawy, co trudny w interpretacji. Reżyser wziął na warsztat tekst Christo Bojczewa, bułgarskiego dramaturga, w którym krytyka upatruje kontynuatora tradycji m.in. Samuela Becketta. Nic w tym dziwnego: bohaterowie "Orkiestry Titanic" także czekają na swojego Godota; pytanie tylko, kto (lub co) nim jest? Czy jest to magik Harry (w tej roli Szymon Mysłakowski), wyrzucony w skrzyni na zapomni