"Romeo i Julia" w reż. Ewy Kutryś w PWST w Krakowie. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.
W słodkiej Weronie pierwszy raz słychać ciemne rytmy z Taranto - z miasta w Apulii na południu wielkiego buta, gdzie ludzie spopieleni wiecznym skwarem, a powietrze pełne wilgotnych pajęczyn bezszelestnej tarantuli. W mieście Romea i Julii pierwszy raz bulgocze zdyszana "tarantella", bo zdarzyła się tu miłość nie z tego świata. W ciągu kilku ściśle przez Szekspira wytyczonych dni i nocy słodka Werona przestała być słodka. Ale zanim sczeźnie lukier, Werona zapragnie odtańczyć tarantelę - taniec, który oswaja jady bezszelestnych pająków. To jest brzmienie wyreżyserowanego przez Ewę Kutryś przedstawienia dyplomowego "Romeo i Julia". To jest rytmiczne sedno opowieści o miłości, co żadnych szans nie miała. Ocalający taniec z Taranto. Temu zdyszanemu bulgotowi Kutryś każe zawisnąć nad swoją Weroną parę, paręnaście razy. Dzięki tym dźwiękowym przyszpileniom słodycz genialnego "harlequina" Szekspira, zwłaszcza słodycz pierwszych jego taktów