01.05.2021, 11:01 Wersja do druku

O „Eleutherii”, pierwszym utworze dramatycznym Becketta, z Antonim Liberą rozmawiają Skrzydelski i Moroz

fot. mat. wydawcy

J. M., P. S.: „Eleutheria”, pierwszy tekst sceniczny Samuela Becketta, nareszcie trafia do polskich czytelników. Ale czy nie jest tak, że trafia spóźniony? Że dziś, mimo że oferuje ogromną intelektualną frajdę, pozostaje już przede wszystkim ciekawostką, i to tylko dla miłośników oraz znawców Becketta? Czy tak musiało być?

Antoni Libera: Zacznijmy od tego, że „Eleutheria” trafia do polskich czytelników z opóźnieniem nie z powodu opieszałości polskich wydawców. W tym zakresie jesteśmy wręcz w czołówce: polski przekład jest bodaj czwartym, po angielskim, niemieckim i hiszpańskim. Przyczyną opóźnienia jest częściowo wola samego Becketta, który nie chciał publikować tego utworu za życia, a po jego śmierci – długotrwały konflikt między wydawcą francuskim a amerykańskim, który skończył się wprawdzie opublikowaniem sztuki w 1995 roku, ale wraz z decyzją nieudzielania zgody na tłumaczenia na inne języki. Taka sytuacja trwała do 2015 roku, kiedy wreszcie „zwolniono” ten tytuł, ale znowu warunkowo: że będzie się go drukowało koniecznie z twardą i… zniechęcająca przedmową wydawcy francuskiego.


Całość rozmowy - w "Raptularzu e-teatru"

Źródło:

Materiał własny