09.09.2019 Wersja do druku

Nie umarła ze śmiechu

Urodzona na bieżeństwie, córka ofiary sowieckich represji, przez całe życie w PRL-u umiała rozśmieszać Polaków. Hankę Bielicką, najsłynniejszą warszawiankę z Łomży, wspomina Zbigniew Korpolewski - o książce "Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu" pisze Jerzy Doroszkiewicz w Gazecie Współczesnej.

W latach 60., 70., i 80. XX wieku brylował jako konferansjer i autor monologów, które w niezrównany sposób prezentowała na estradzie Alina Janowska czy właśnie Bielicka. A młodość miała wyjątkową. Urodziła się jesienią 1915 roku na Ukrainie, na bieżeństwie rodziców z zaboru austriackiego. Po powrocie do Łomży, jej ojciec brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, z ramienia endecji był posłem na Sejm, przyjaźnił się z Romanem Dmowskim. Kiedy Sowieci napadli na Polskę, aresztowało go NKWD, wywiozło w głąb Sowietów i zamordowało. A mimo to nie straciła humoru i do wojny niemiecko-sowieckiej grała w Wilnie. Po wyzwoleniu w 1944 r. zatrzymała się w teatrze w Białymstoku, później grała w Łodzi, by wreszcie trafić do stolicy i radiowego "Podwieczorku przy mikrofonie". Przy okazji wspomnień o Bielickiej Korpolewski publikuje napisane specjalnie dla niej monologi. "Umarłam ze śmiechu" wydało Prószyński i S-ka.

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Nie umarła ze śmiechu

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Współczesna nr 174

Autor:

Jerzy Doroszkiewicz

Data:

09.09.2019