Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale nasze teatry stosunkowo rzadko interesują się twórczością musicalową. Nawet sceny muzyczne (nie operowe!) dość nieufnie traktują ten, wielce popularny na Zachodzie - zwłaszcza w USA - gatunek dramaturgii "wiązanej" z muzyką. Jak podaje encyklopedia "musical - to amerykański typ operetki (komedii muzyczcej)". Więc opowieści skonstruowanej głównie w oparciu o wątki szeroko pojętej komediowości, z wartką akcją, prostymi piosenkami oraz tańcem. Tyle w uproszczeniu o samym rodzaju dramatycznym, który - choć wywodzi się (prawie) z operetki - najbardziej bywa zbliżony do komedii, suto zaprawianej lżejszą muzyką i przetykanej wstawkami baletowymi. To prawda, że tradycje musicalowe mamy - delikatnie mówiąc - nikłe, zresztą i operetkowe (naturalnie, te rodzimego pochodzenia) także bardziej już gustowaliśmy w sztuce wodewilowej tyle, że w dawniejszych czasach. Całkowicie śpiewane ostały nam się jedynie stare opery
Tytuł oryginalny
Musical po polsku
Źródło:
Materiał nadesłany
"Gazeta krakowska" nr 14