01.01.1900 Wersja do druku

Moja Małgorzata

Rozmowa z Anną Kadulską, aktorką Teatru Śląskiego - Małgorzatą w Balu u Wolanda w Teatrze Rozrywki w Chorzowie

DZIENNIK ZACHODNI: Co pani zostało w pamięci z pierwszej lektury "Mistrza i Małgorzaty"? ANNA KADULSKA: Diabły. Przewrotne, pewne siebie, zawadiackie. Może przewidziałam, że kiedyś zagram w "Diaboliadzie" według Michaiła Bułha-kowa, gdzie szalona trupa Wolanda będzie tak ważna, że trafi do tytułu przedstawienia? Żartuję, oczywiście. DZ: No nie wiem, przecież mamy do czynienia z czarami... A jak wypadło tamto pierwsze spotkanie z Małgorzatą? AK: Wydawała mi się postacią drugiego planu. Ale wtedy byłam nastolatką, dziś oczywiście widzę ją całkiem inaczej. Nie tylko dlatego, że dostałam tę rolę. DZ: Przychodząc na casting wiedziała pani, jaki będzie kształt inscenizacji? AK: Nie. I bardzo się obawiałam. Może to złe słowo... Nie tyle się obawiałam, co byłam niespokojna o wybór wątków i ich interpretację. Nie da się przenieść całej powieści na scenę, jest to jednak książka tak wieloznaczna, że na jej kanwie mogą

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Moja Małgorzata

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Zachodni Nr 60

Autor:

Henryka Wach-Malicka

Data:

01.01.1900