Zagadkowy nieco i dziwny, a przede wszystkim nie szablonowy jest ten "Rewizor". Gdyby pokazano go nam w czerwcu, byłby to spektakl ostry politycznie, z podtekstem, odważny. Teraz taki już nie jest. Jego walory teatralne, a nie interpretacyjne wysuwają się dziś na plan pierwszy. "Rewizor" w reżyserii Izabelli Cywińskiej nie jest bynajmniej starą, realistyczną dziewiętnastowieczną komedią z arcyzabawnymi postaciami, charakterami i sytuacjami. To raczej na szeroką skalę zakrojony moralitet, pełen metafor, treści i nastrojów zgoła metafizycznych. Studium psychologiczne zamkniętej i dusznej, odizolowanej od całego świata społeczności pod kloszem. Z prozy Dostojewskiego raczej rodem, z teatru Witkiewicza. Rzecz o paraliżującym wszelkie ludzkie myśli i poczynania strachu, Horodniczy boi się Chlestakowa, Chlestakow Horodniczego. A wszyscy dookoła boją się ich obu, a przede wszystkim swej wszechpotężnej petersburskiej centrali. Kluczową sceną dla zrozumieni
Tytuł oryginalny
Metafizyka "Rewizora"
Źródło:
Materiał nadesłany
Tydzień