Logo
Recenzje

Matka, której nie wyrzuciłem

26.01.2026, 08:44 Wersja do druku

„Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy – epilog” w reż. Piotra Domalewskiego w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie. Pisze Maciej Stroiński.

fot. HaWa / mat. teatru

Motto: „przestań się nad sobą użalać dobrze? / wpadłaś w typowe dla tej ziemi lenistwo / nie będzie lepiej trudno nigdy / trzeba było wypracować kolonie / kolonie to jest coś co daje oszczędności na przyszłość / pamiętasz jak szłaś w Londynie i widziałaś dobrobyt budowany wiekami?” (Paweł Demirski, Bitwa warszawska 1920)

Roland Barthes wytworzył modę na twórczość żałobną, w której mieszczą się na przykład Rzeczy, których nie wyrzuciłem Wichy, Bezmatek Marcinów i Jak nie zabiłem… Pakuły, rytuały żalu prozą. Nowy spektakl ze Starego, Zamknij oczy Nel (tak właśnie się kończy brak redaktorów w teatrze: bykiem interpunkcyjnym w tytule), wpisuje się w nurt, rzekłbym, przedżałobny. Opowiada nie o śmierci, ale o jej uwerturze, którą zazwyczaj jest starość. Bohaterowie spektaklu stają nie wobec odejścia, tylko odchodzenia ważnej dla siebie osoby.

Zawiązanie akcji: przedstawiciel klasy średniej w średnim wieku odkurza na chacie (tu od razu spojler, by oszczędzić Państwu siedzenia trzech godzin: w mieszkaniu po zmarłej, które pragnie sprzedać). W pierwszych słowach swego mono pyta jak Małgorzata Hajewska w pięknej Akropolis z 2013 granej na tej samej scenie: „Umarł ci ktoś?”. Równia pochyła rodzicielki bohatera wygląda jak w życiu: starsza pani sama w domu padła na podłogę, wylądowała w szpitalu, dane osobowe się jej rozsypały, poczuła się Nel z W pustyni i w puszczy, a rodzinie pozostało współgrać z jej halunem. Syn poszkodowanej czyta ową książkę i śni polskie sny o potędze kolonialnej. Nadmieńmy, że aktor ucieleśniający syna i głównego bohatera odgrywał już kiedyś autora owej powieści (Sienkiewicz Superstar z Wałka).

Przed laty zrobiono inne przedstawienie na Dużej Scenie Starego, w którym Pomykała grała tak jak tutaj uber-matkę Polkę, matkę wszystkich matek i wszystkich Polaków, damę w permanentnej ciąży, chodzący symbol ojczyzny: mowa o Bitwie warszawskiej 1920. U Strzępki i Demirskiego Polska sobie uroiła, że jest wolna, niepodległa, szczęśliwa, spełniona. Spektakl Domalewskiego można czytać jako ideowy cd. tamtego utworu: w Zamknij oczy, Nel Polska pragnie być jak Anglia, czyli posiadać kolonie. Typowej Grażynie, wiekowej już Polce, padło na mózg i ujrzała w sobie Nel, typową małą Angielkę. Ledwo wyzwolony kraj marzy tylko o tym, by zniewolić jakiś inny. To pewnie dlatego córka głównej bohaterki pragnie nie kopiować matki. Spektakl ma przesłanie antykolonialne (oparte na książce Grzegorza Łysia Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie) i ta kawa zostanie wyłożona na ławę wprost.

W warstwie ideowej cacy, ale dzieła sztuki posiadają również formę. Zamknij oczy, Nel odczytane realistycznie wypada jak bieda-Netflix: aktorstwo socjologiczne, pogaduchy klasy średniej o życiu i śmierci, rynek nieruchomości, sprawy lokatorskie, paczkomaty i wizualizacje na ich bladych licach, muzyka równie ilustracyjna, you name it, you got it, klasyczne, banalne ŻYĆKO. Postaci wykazują nawet typowo heteroseksualny absmak: mężczyźni w spektaklu wyraźnie nie lubią, kiedy ktoś im, cytuję, „grzebie w dupie”. Bardzo to nieinkluzywne. Z drugiej strony oglądamy mundury typu uprzęże, wielce branżowe harnessy, tak więc sam już nie wiem, jak to jest z homofobią tego przedstawienia.

Żyćko żyćku nierówne: estetyka kuchenna może skończyć się kinem rumuńskim, Trudnymi sprawami, lecz też Cząstkami kobiety, czyli arcydziełem. Domalewskiemu nie wyszedł ani paradokument, ani wielki teatr, tylko coś pośrodku: telenowela.

Gdy ktoś na imprezie zaczyna opowieść o zaciąganiu kredytu i kupnie mieszkania wszystko mi opada. Jedynie W imię Jakuba S. tak podało ten temat, że mogłem go strawić, bo zrobiło to zabawnie. W Zamknij oczy, Nel serial o odklejce mamy przedziela kabaret Olgi Lipińskiej o polskiej Lidze Morskiej i Kolonialnej. Pustą powagę kontruje pusty śmiech. Po spektaklu Piotr Mucharski zapytał mnie w szatni, czy ktoś kiedyś gdzieś napisał o rechocie premierowym. Zjawisko faktycznie występuje w przyrodzie, a zwłaszcza w Warszawie. Myślę, że te śmieszki to sprawka aktorów rozlokowanych na widowni i uprawiających spontaniczny cheerleading.

Pół życia o tym marzyłem: Perkowski i Majnicz, dwie me ulubione męskie osoby aktorskie, nie tylko w jednym zespole, ale też w jednym spektaklu. Zagrali cudownie; szkoda, że ten drugi, gdy już raz na ruski rok zjawi się na scenie, to i tak półzasłonięty. Wszyscy będą słusznie chwalić Dorotę Pomykałę, więc ja już nie muszę i w zamian pochwalę Katarzynę Krzanowską.

Myślę, że spektakl jest dobry, „ale jako Polak nie mogę tego powiedzieć” (słowa scenariusza). A zupełnie serio: złe to może nie, tylko taka tam średniawka. Koleżanka zapytała na WhatsAppie: hit czy szit? Ani to, ani to: kit. Marcin Kościelniak utrzymywał kiedyś, że recenzent nie powinien chadzać na bankiety, i chyba miał rację, bo jeszcze człowiek usłyszy dziękczynny spicz reżysera i złośliwie zgodzi się ze słowami, że artysta „nie wiedział, co robi”. Reżyserując duszoszczypatielną kulminację z nastrojową muzyczką do upłakania i otwieraniem się skrytek w paczkomatach chciał dobrze, a wyszło jak w kinie. A potem finał jak w Pogrzebie Szymborskiej – o przyziemności ostatniego pożegnania.

Rzeczy, których nie wyrzuciłem Wichy wyrażają żałobę poprzez materialny konkret. Zamknij oczy, Nel robi to samo, lecz przez konkret finansowy. Mieszkanie po mamie będzie spieniężone. Polskie sny o potędze skończą się spłatą kredytu, to znaczy wyjściem na zero.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także