16.09.2021, 12:34 Wersja do druku

Lekko rozklekotany pociąg do Europy

"Dziewczyna ze strunami" z teatru Slovensko Narodno Gledalisce Drama w Ljubljanie na III Kieleckim Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym. Pisze Tomasz Domagała w dzienniku festiwalowym na blogu domagalasiekultury.pl.

fot. mat. organizatora

Młoda skrzypaczka (Barbara Cerar) ucieka ze Słowenii do szeroko pojętej Europy przed traumatycznym doświadczeniem życia z patologicznym ojcem (Uros Furst). Stary kontynent okaże się jednak daleki od swojego idyllicznego obrazu z turystycznych folderów czy kolorowych telewizji śniadaniowych. Nie tylko z powodów społeczno-politycznych, lecz także prywatnych. Dziewczyna bowiem w każdym napotkanym mężczyźnie będzie widziała swojego ojca (efekt całkiem dobrego zabiegu, żeby jeden aktor grał wszystkich mężczyzn, jakich bohaterka napotka). To w sumie nic odkrywczego, bo często to, przed czym uciekamy, znajduje się w naszej głowie, ucieczki zaś, nawet te do miejsc odległych o tysiące kilometrów, tracą sens, dopóki nie zrozumiemy, że możliwa jest ucieczka z jakiegoś miejsca, ale nie od siebie. Takie właśnie doświadczenie staje się udziałem tytułowej Deklicy s strunami (dziewczyny ze strunami).

Oglądamy więc podróż bohaterki po Europie w poszukiwaniu własnego miejsca, ale też przypatrujemy się samej Europie. Końcowy zabieg z postarzeniem dziewczyny sugeruje, że jej podróż tak naprawdę była całym jej życiem, niezbyt szczęśliwym i udanym. W sensie teatralnym sprowadzało się ono do pięknej metafory. W pewnym momencie Barbara Cerar otwierała wielki futerał na instrument (chcę wierzyć, że zgodnie z tytułem na skrzypce), a jedna z jego ścian stawała się ekranem, na którym prawie do końca spektaklu wyświetlane były proste acz sugestywne wizualizacje, sprowadzające się do obrazów torów z jadącego gdzieś do celu pociągu. W połączeniu z elementami dźwiękowymi pięknie malowały podróżną metaforę życia skrzypaczki.

Spektakl ma formę dramatu muzycznego, która stała się jego największą achillesową piętą, albowiem zarówno skrzypaczka, jak i jej partner śpiewają do niezbyt dobrego i profesjonalnego playbacku. To największe rozczarowanie wieczoru. Nie mówiąc już o tym, że warto by było, aby skrzypaczka jednak coś nam na tych skrzypcach zagrała. Wiem, że jesteśmy w teatrze, i że opiera się on na umowności, ale w Polsce 2021 właściwie w niemal każdym spektaklu teatralnym muzyka grana jest na żywo. W takim kontekście playback jak z karaoke w spektaklu, w którym gra na skrzypcach jest jedną z głównych, choć niewidzialnych, bohaterek (niezauważoną w ogóle przez reżysera Marjana Necaka), razi szczególnie i nie wystawia przedstawieniu dobrego świadectwa. Żal mi, że wyśmienita gra Barbary Cerar raz po raz rozbijała się o fałsz amatorskich aranżów i bijącego po uszach braku profesjonalizmu muzycznych podkładów. W momentach wokalnych ze sceny wiało, niestety, uzdrowiskową chałturą (a wiem, co mówię). W katalogu festiwalowym, notabene znakomicie przygotowanym przez Luizę Buras–Sokół z Teatru im. Żeromskiego w Kielcach, przeczytałem, że Deklica s strunami to opera dramatyczna – cóż, na poziomie muzyki – nawet bardzo dramatyczna.

Na osłodę napiszę, że na widowni Teatru im. Żeromskiego zasiedli tego wieczoru niezwykli Goście. Otóż festiwalową przestrzeń odwiedziła znakomita drużyna wielokrotnych Mistrzów Polski w piłce ręcznej – Łomża Vive Kielce z panem trenerem Tałantem Duszejbajewem na czele. Bardzo mi się ten mariaż sportu i kultury spodobał, wszystkim nam przecież zależy na promowaniu tego, co w zdrowy sposób rozwija dzieci, młodzież i nas samych, a taka właśnie misja łączy nas, ludzi kultury, z młodymi i niezwykle zdolnymi sportowcami. Mam nadzieję, że ta wizyta stanie się początkiem współpracy kieleckiego teatru z drużyną Łomża Vive Kielce, bo dobre idee warto kontynuować i rozwijać

Tytuł oryginalny

Krótka rozmowa z teatrem – oficjalny dziennik 3. Kieleckiego Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego

Źródło:

domagalasiekultury.pl
Link do źródła