EN
29.11.2022, 14:01 Wersja do druku

Księgi Jakubowe

„Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk w reż. Michała Zadary w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Krzysztof Bieliński/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

W pierwszym akcie grano dziwnie. Aktorzy podawali (sic) tekst z pewną taką emfazą jakby tłumaczyli, co tam w tej książce jest napisane i to tak, by najnierozumiejszy pojął. Michał Zadara jest zbyt doświadczonym reżyserem, żeby był to przypadek, ale jaki chciał osiągnąć cel? W ciągu całego natomiast spektaklu aktorzy - mówiąc w skrócie – bez przerwy wchodzili na scenę i zeń wychodzili, wpadali właściwie, niekiedy na jedno słówko, i - za moment znikali. Co miał ten chaos komunikować, czy był jakoś z Tokarczuk wzięty? Dalej, widzimy aktorów w starannie uszytych kostiumach z epoki, co chwilę te kostiumy zmieniają, bo grają po kilka postaci i było to dość widowiskowe. Scenografię mamy natomiast ubożuchną, umowną, rozumiem, że teraz jest właśnie taka moda, ale można pomyśleć, że na dekoracje… po prostu zabrakło już pieniędzy (może zabrakło). Mamy zatem namalowane tła na co chwilkę zmieniających się podnoszonych i opuszczanych planszach, w drugim akcie częstotliwość zmian tejże scenografii była również trudna do zniesienia.

Wziąwszy pod uwagę objętość tekstu źródłowego, najważniejszą kwestią przy inscenizowaniu tej powieści wydaje się być adaptacja. I mam wszelkie podstawy przypuszczać, że właśnie tu pies jest pogrzebany. Otóż zastanawiam się, jak można było z tak lśniącej, błyskotliwej, uzależniającej wręcz prozy zrobić tak nużący spektakl? Wyszedłem z teatru wręcz udręczony nudą i nie mam o tym przedstawieniu niczego dobrego do powiedzenia.

Tytuł oryginalny

KSIĘGI JAKUBOWE

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr

Link do źródła