13.01.2020, 12:07 Wersja do druku

Kosmiczny musical bez cienia żenady

"Gracjan Pan" w reż. Cezarego Tomaszewskiego w Teatrze Muzycznym we Wrocławiu. Pisze Katarzyna Mikołajewska w Gazecie Wyborczej - Wrocław.

Reżyser "Gracjana Pana" Cezary Tomaszewski zaprosił widzów Teatru Muzycznego "Capitol" do świata, gdzie szczęście, wolność twórcza i miłość są najwyższymi wartościami.

Startujemy od samego początku - od stworzenia świata i ludzi, którzy następnie trafiają do cudownej sieci. Internet łączy, ale także dzieli, gdy do klawiatury dorwie się hejter, a do zabrania nienawistnego głosu najłatwiej sprowokować go tym, co od zawsze budzi w ludziach największy strach - innością.

"Gracjan Pan" to musical złożony z piosenek wychwalających piękno świata, a także protest songów, w których odnajdziemy bardzo klarowny przekaz: nie wyśmiewaj, nie obrażaj, nie oceniaj pochopnie kogoś lub czegoś tylko dlatego, że go nie rozumiesz lub nie myślisz podobnie.

Z taką krytyką spotkał się w internecie Gracjan Roztocki, youtuber, którego twórczość stała się inspiracją dla twórców spektaklu. W 2008 r. założył konto, które opisał jako: "Zabawne i śmieszne filmy Gracjana Roztockiego". Jego teledyski do rymowanych piosenek stawały się coraz bardziej popularne, ale nie brakowało też głosów oburzenia. Internauci zarzucali Gracjanowi kiczowatość, a nierzadko sugerowali choroby psychiczne. Duże kontrowersje wywoływała tematyka piosenek, sposób śpiewania i tańczenia, które prezentował wykonawca, oraz jego ubiór (krótkie spodenki, kolorowe podkoszulki, skarpetki) czy fryzura.

Na scenie Capitolu zabrzmiało 16 utworów wyselekcjonowanych tak, by przedstawiały spójną koncepcję światopoglądu internetowego gwiazdora, sprzeciwiającego się wszelkim konfliktom, postulującego miłowanie bliźniego i cieszenie się drobnostkami. Piosenki wykorzystane w "Gracjanie Panu" ukazały rzeczywistość wirtualną, a także pozasieciową - te dwa światy od początku przenikają się w spektaklu i oddziałują na siebie nawzajem. Twórcy pokazują, jak działalność człowieka w internecie może wpływać na to, co się dzieje w prawdziwym życiu - choćby na przykładzie hejterów.

Wbrew przedpremierowym obawom widzów nie jest to teatr biograficzny ani nawet laurka na cześć człowieka, który wizerunkiem i bezkompromisowym wyrażaniem opinii prowokuje odbiorców swojej sztuki do hejtowania. Postać Gracjana oraz jego niosące jednoznacznie pozytywne przesłanie piosenki służą twórcom musicalu do opowiadania o współczesnym świecie, postawach wobec inności i trudnej sztuce cieszenia się życiem.

Kawałki o gotowaniu, czyli podgrzewaniu frytek w mikrofalówce, o charakterystycznym ubiorze Gracjana ("Mój styl") czy o dostaniu internetowego bana pełnią raczej rolę scenicznych rozweselaczy, w których aktorzy Capitolu mogą zaprezentować swoje komediowe talenty. Świetnie się w tej komicznej estetyce odnajdują, skrzętnie wykorzystując także potencjał choreografii przygotowanych przez Tomaszewskiego.

Znalazło się miejsce również na te nieco poważniejsze piosenki, które ściślej korespondują z tekstem dramatu napisanego przez Natalię Fiedorczuk. W tym refleksyjnym nurcie można usłyszeć ironiczną melorecytację "Pomnika Jezusa w Świebodzinie", którego fizyczna wielkość ma uczynić Polaków potężnymi, rapowaną piosenkę o hejterach czy utwór o kategoryzowaniu ludzi przez pryzmat bycia lub niebycia normalnym. Przestrzeń pomiędzy songami wypełnia opowieść snuta przez prawdziwego Gracjana, którego głos płynie z offu i który objaśnia świat oglądany na scenie.

Tym światem jest niedookreślone miejsce, gdzieś w odległej galaktyce lub po prostu w pozbawionym granic internecie. Tekst Fiedorczuk doskonale uzupełnia i rozwija myśl, którą w rymowanych strofach przekazuje Gracjan. Częściowo spaja poszczególne sceny spektaklu, choć nadal są one dość mocno od siebie oderwane. Przywodzi to na myśl youtube'owy miszmasz i niekoniecznie logiczny ciąg filmowych sugestii, które serwuje nam portal. Algorytm rządzący wyborem kolejnych piosenek też nie jest zbytnio precyzyjny, dzięki czemu widzowie przełączają się co rusz na zupełnie inny gatunek muzyczny.

Muzyka i aranżacje Tomasza Leszczyńskiego w bardzo znaczący sposób wpłynęły na finalny sukces "Gracjana Pana". Trudno mi sobie wyobrazić, co musiało się wydarzyć w dźwiękowej wyobraźni muzyka, by po usłyszeniu pierwotnej wersji piosenki "Ja cię lovciam" stworzyć akustyczno-gitarowy cover lądujący na zupełnie przeciwnym biegunie estetyki. To samo spotkało nagrywany przez Gracjana w lesie utwór "Jeśli kochać chcesz", w którym Leszczyński dostrzegł broadwayowsko-rewiowy potencjał. Dodanie do scenografii schodów, a do rekwizytów wachlarzy z piór dopełniło efekt i pozwoliło stworzyć widowiskowe zakończenie.

Dyrektor Capitolu zaufał Tomaszewskiemu i zaprosił go do realizacji spektaklu bardzo ryzykownego. Jeśli pomysł miałby bazować tylko na kontrowersyjności głównego bohatera, szybko zostałby przez widzów zweryfikowany i prawdopodobnie odrzucony. Tymczasem reżyserowi zaufali także pozostali artyści zaangażowani w projekt i wspólnie wyszli daleko poza ramy tego, czego można się było po tym tytule spodziewać. Po piątkowej premierze nie znajdziemy w repertuarze tego teatru przedstawienia powstałego z naiwnej potrzeby skandalizowania. Zobaczymy za to show będący współczesną pieśnią na cześć wolności i miłości, o których przecież opowiada lwia część musicalowych tytułów

Dyrektor Capitolu zaufał Tomaszewskiemu i zaprosił go do realizacji spektaklu bardzo ryzykownego. Jeśli pomysł miałby bazować tylko na kontrowersyjności głównego bohatera, szybko zostałby przez widzów zweryfikowany i prawdopodobnie odrzucony. Tymczasem reżyserowi zaufali także pozostali artyści zaangażowani w projekt i wspólnie wyszli daleko poza ramy tego, czego można się było po tym tytule spodziewać. Po piątkowej premierze nie znajdziemy w repertuarze tego teatru przedstawienia powstałego z naiwnej potrzeby skandalizowania. Zobaczymy za to show będący współczesną pieśnią na cześć wolności i miłości, o których przecież opowiada lwia część musicalowych tytułów