- W Polsce także czas na debatę nad tym, co państwo ma zrobić, by być potrzebne w pejzażu kultury - mówi Mirosław Filiciak, szef Katedry Medioznawstwa w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, współzałożyciel Ośrodka Badań nad Kulturą Popularną, współautor raportu "Młodzi i media".
Mirosław Filiciak opowiada o twórcach w sieci, przyszłości bez kin i bibliotek oraz o wirtualnym urodzaju. Rz: Podobno młodzi Polacy mniej czytają, rzadziej chodzą do muzeów i kin. Ale czy to znaczy, że mniej korzystają z kultury? Mirosław Filiciak: Najpierw musielibyśmy określić, czym jest kultura. - Potrzeba nowej definicji? - Starsi Polacy wciąż mają w głowie model aspiracyjny, w którym kultura to sztuka, a człowiek kulturalny to ktoś, kto chodzi do teatru czy galerii. Opisywanie kultury przez tradycyjne wskaźniki, jak czytelnictwo czy frekwencja, pozwala zobaczyć jedynie wąski wycinek. W rzeczywistości potężnym obszarem są praktyki kulturowe, których nie należy dyskryminować, bo są wartościowe i powszechne. - A jak młodzi praktykują kulturę? - Częściej stają się twórcami, nie tylko konsumentami. Robią film telefonem komórkowym i wrzucają go na YouTube, nie wydając ani złotówki. Wracają z kina po fajnym filmie i wysyłają znajomym lin