- W przypadku wyboru występów w telenoweli zyski są błyskawiczne - momentalnie rozpoznawana twarz, zero prywatności, kupa kasy, mieszkanie w Warszawie, a nawet malutki domek w Zakopanem. Są i straty - granie ciągle w tym samym oraz żmudna walka, żeby od tego uciec. Najczęściej z wątpliwym skutkiem - rozmowa z ANNĄ RADWAN, krakowską aktorką.
Małgorzata Piwowar: Czy napisany ponad 120 lat temu "Wróg ludu" Ibsena nie brzmi dziś na scenie archaicznie? Anna Radwan: Przeciwnie. Problem wyboru między dobrem własnym a wspólnym oraz cena kompromisu, jaką trzeba zapłacić za obronę swoich przekonań - to sprawy zawsze aktualne, a dzisiaj szczególnie. Żona głównego bohatera, którą pani zagrała, pozornie jest osobą kruchą, ale kiedy przychodzi decydująca chwila, okazuje się silna i zdecydowana. Podobna jest do pani? - W ogóle do kobiet - to archetyp matki i żony. Ma piękną cechę - jest niezwykle lojalna wobec męża, mimo że obawia się kosztów, jakie poniesie, akceptując jego idealistyczne wybory. Wie, co to bieda i głód, ale mimo to potrafi pójść za głosem serca. Tych dwoje ludzi łączy coś bardzo pięknego i dzięki temu potrafią przetrwać trudne chwile. Od skończenia studiów jest pani wierna Staremu Teatrowi. A przecież aktor to z definicji zawód wędrowny... - Już od kilk