EN
04.01.2022, 13:19 Wersja do druku

Kobiety Różewicza

„Herstorie Różewicza” w reż. Bartłomieja Kalinowskiego w AST  we Wrocławiu.  Pisze Kamil Bujny w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Justyna Żądło / mat. teatru

Setna rocznica urodzin Tadeusza Różewicza stała się we Wrocławiu nie lada wydarzeniem: przygotowano wiele przedstawień teatralnych, wystaw i koncertów, a także ogłoszono kilka ciekawych książek (m.in. biografię poety i jego korespondencję). Zrealizowany w Akademii Sztuk Teatralnych spektakl „Herstorie Różewicza” wydaje się dopełnieniem miejskich obchodów – uzupełnia je bowiem o nieobecną dotąd perspektywę feministyczną.

Wyreżyserowane przez Bartłomieja Kalinowskiego przedstawienie intryguje od samego początku. Zanim zajmiemy miejsce na widowni, już zostajemy postawieni przed szeregiem pytań – choćby o to, jak nazywała się żona Różewicza. Występujące na scenie aktorki, Aleksandra Brożyna i Gabriela Gola, za sprawą stawianych sobie lub rzucanych w eter pytań ustawiają perspektywę poznawczą widza – od wejścia na salę teatralną wiadomo, że pokaz będzie traktował o postrzeganiu kobiet w twórczości autora „Kartoteki”. Prezentacja nie ma jednak charakteru wykładu czy manifestu z zakresu literaturoznawstwa, lecz przykłada różewiczowskie wyobrażenia do różnych społecznych zjawisk, między innymi bieżącej sytuacji politycznej w Polsce. Wykonawczynie analizują żeńskie postaci z utworów poety w kontekście teatralnych castingów – choćby na role Pauliny i Bianki z „Białego małżeństwa”. To, co o nich mówią, odzwierciedla różnego rodzaju powszechne stereotypy oraz wymogi stawiane aktorkom, także w środowisku teatralnym. W trakcie przedstawienia przywoływane są liczne literackie reprezentacje i obrazy kobiet (dość wspomnieć sztukę „Stara kobieta wysiaduje”, wiersz „Opowiadanie o starych kobietach” czy tom „Matka odchodzi”), zarówno te – zdaniem twórców – pozytywne, jak i negatywne. Zostają one wskazane jako punkt odniesienia oraz poddane ocenie – właśnie z równościowego, feministycznego punktu widzenia.

„Herstorie Różewicza” przygotowano z dużym lekturowym zapleczem – widać, że twórcy wnikliwie przestudiowali dorobek poety, szczegółowo analizując w nim postaci kobiece. Objawia się to nie tylko w obecnych w prezentacji literackich odniesieniach, lecz także w pewnej, bardzo wiarygodnej grze aktorskiej. Oglądając wystawiony w Akademii Sztuk Teatralnych spektakl, odnosi się wrażenie, że powstało on wskutek silnego przekonania, co i w jaki sposób chce się widzom powiedzieć – właśnie na temat postrzegania kobiet, głównie ich cielesności i seksualności. Teksty Różewicza potraktowano tu zarówno jako przedmiot dyskusji, jak i punkt wyjścia do rozważań nad zupełnie innymi kwestiami – choćby procesem twórczym, patriarchatem czy prawem do decydowania o samym sobie. Nie ma w tym pokazie radykalizmu czy buntowniczego nastroju, jednak jest dużo krytycyzmu – m.in. w stronę Różewicza i sposobu, w jaki opisywał on postaci żeńskie. Ta perspektywa ujawnia się przede wszystkim podczas analizowania fenomenu ciała, które postrzegane czy to przez pryzmat kultury, czy natury odbiera kobiecie podmiotowość. Staje się ono bowiem za każdym razem czymś, co podlega zewnętrznej ocenie.  

Prezentacja Kalinowskiego nie stanowi wyłącznie teatralnego przeglądu bohaterek czy kobiet obecnych w twórczości Różewicza, lecz wyraża zupełnie inne ambicje – reżyser oddaje przestrzeń dwóm młodym aktorkom, studentkom AST, do mówienia o swoich lękach w związku z sytuacją polityczno-społeczną w kraju oraz przyszłą pracą zawodową. Choć nie wiem, jak wyglądały próby, to odnoszę wrażenie, że miały one charakter otwarty – w tym sensie, że to wykonawczynie budowały sceniczną opowieść w oparciu o własne doświadczenia; ich role jawią się jako przedłużenie prawdziwych osobowości, zdają się nie podlegać żadnym kalkulacjom czy artystycznym założeniom. Aktorki nie kreują na scenie wyraźnie zarysowanych postaci przez co – można odnieść takie wrażenie – występują we własnym imieniu. Z tego też powodu opowieść o patriarchalnej opresji i stale estetyzowanym oraz ocenianym kobiecym ciele staje się tak przejmująca.

 „Herstorie Różewicza” są jednak silne w wymowie nie tylko przez wiarygodność i autentyczność aktorek, lecz także scenograficzny minimalizm, nieodwracający uwagi od tego, co najważniejsze – feministycznej perspektywy. Na scenografię, za którą odpowiada Dżesika Zemsta, składa się biała podłoga oraz znajdująca się nad wykonawczyniami duża zwisająca nylonowa siatka, wypełniona po brzegi wieloma poplątanymi ze sobą białymi, podłużnymi poduszkami. W przedstawieniu zyskują one rozmaite znaczenia w zależności od ich wykorzystania i animacji – raz wyświetlane są na nich wizualizacje, innym razem traktowane są jako „artefakty” kobiecości. Aktorki poprzez kostiumy i charakteryzację wydają się zupełnie neutralne – ich białe, porozciągane, zakrywające niemal całe ciało kombinezony neutralizują wszystkie indywidualne cechy. Dopiero animowanie wspomnianych poduszek, tzn. wkładanie ich pod kombinezon i ogrywanie jako brzucha ciążowego czy dużego biustu, sprawia, że performerki stają się nośnikami sensów i zyskują określone znaczenie. W ten nieco groteskowy i wyolbrzymiony sposób twórcy zwracają uwagę na kulturowe uwarunkowanie kobiecości, także w twórczości autora „Kartoteki”.

Wystawione we wrocławskiej Akademii Sztuk Teatralnych przedstawienie stanowi jeden z ciekawszych punktów miejskich obchodów Roku Różewicza – nie tylko ze względu na interesującą i jakże potrzebną feministyczną perspektywę, lecz także przez fakt, że spektakl został przygotowany przez młodych twórców, studentów wrocławskiej artystycznej uczelni. Zwracam na to uwagę nie bez powodu – tego typu jubileusze stanowią okazję do upamiętniania ważnych dla danych społeczności osób, ale dają również możliwość, by za pomocą ich spuścizny mówić o otaczającym nas świecie. Spektakl „Herstorie Różewicza” przygotowano właśnie z takim zamiarem. Brawo!

Tytuł oryginalny

Kobiety Różewicza

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Kamil Bujny