"Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" w reż Zbigniewa Najmoły w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze. Pisze Artur Łukasiewicz w Gazecie Wyborczej - Zielona Góra.
Dobrze, że Janusz Młyński na dobre wrócił na teatralną scenę i wziął rozbrat z chałturami reklamowymi. Jego pan Ibrahim jest ciepły, mądry i niepretensjonalny. Premiera w Teatrze Lubuskim ma szansę stać się przebojem tego sezonu. Bardzo prawdopodobne, bo "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" Erica-Emmanuela Schmitta święcą w kraju wydawnicze triumfy, w czym pomogła wydatnie wcześniejsza ekranizacja filmowa François Dupeyrona. Francuski reżyser obsadził w głównej roli samego Omara Sharifa. W zielonogórskiej adaptacji wszystkie postaci dramatu wziął na siebie jeden aktor Janusz Młyński. Śmiały, wręcz ryzykowny ruch, redukujący obsadę sztuki do jednego autora, nie przyniósł jej szkody. W czym zasługa reżysera i Młyńskiego, który gdyby miał wpisywać w dossier swoje główne osiągnięcia, pan Ibrahim powinien znaleźć się na pierwszym miejscu, zaraz po Henryku w "Ślubie" Gombrowicza czy rolach w "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" Petra Zelen