14.01.2015 Wersja do druku

Fredrowskie pejzaże

- Jak zaczynasz pracować nad Fredrą, to masz tak, że się dystansujesz po prostu. Wszyscy się automatycznie dystansują. I dopiero potem, w niektórych scenach udaje się to przebić - mówi Michał Zadara w rozmowie z Agatą Adamiecką-Sitek i Dariuszem Kosińskim.

Dariusz Kosiński: Rozmawiamy tuż po prezentacji przygotowanej przez Ciebie "Wychowanki" Aleksandra Fredry, która zainaugurowała cykl comiesięcznych czytań zatytułowanych "Nikt mnie nie zna". Stworzyliśmy ten cykl w Instytucie Teatralnym, by przypomnieć mniej znane, a czasem w ogóle zapomniane dramaty Fredry, ale także, by zmierzyć się z naszymi własnymi wątpliwościami. Z jednej strony mamy przekonanie, że dorobek Fredry to wciąż pole wielu niewykorzystanych możliwości, a zarazem przestrzeń mierzenia się z wyobrażeniami i schematami, które uznawane są za "tradycyjnie polskie". Z drugiej jednak ciągle nie jesteśmy pewni, czy to się da dziś rozegrać na scenie, czy nie jest to już problematyka możliwa do przeprowadzenia wyłącznie na poziomie eseju i interpretacji naukowych, takie jak przedstawione na ubiegłorocznej konferencji inicjującej cały projekt. Bardzo jesteśmy więc ciekawi, jakie są Twoje odczucia, czy ta próba spełniła Twoje oczekiwania,

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Data:

14.01.2015