EN
14.11.2022, 15:11 Wersja do druku

Faraon w rytmie disco

„Faraon” wg powieści Bolesława Prusa i opery „Aida” Giuseppe Verdiego w reż.  Cezarego Tomaszewskiego w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Pisze Magdalena Mikrut-Majeranek, członkini Komisji Artystycznej VIII Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

fot. Joanna Gałuszka / mat. teatru

Faraon w bielskim Teatrze Polskim w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego to fantasmagoria. Sen na jawie, w którym teatr dramatyczny miesza się z operą, fikcja z rzeczywistością, a bohaterowie niczym senne mary ulegają zwielokrotnieniu. Niejednorodny w formie spektakl powstał w wyniku fuzji Faraona Bolesława Prusa i Aidy Giuseppe Verdiego. Całość doprawiono dawką humoru i ironii oraz „operowego” disco.

Reżyserii podjął się Cezary Tomaszewski, a za adaptację i dramaturgię odpowiada Grzegorz Niziołek. „Faraida”, bo tak pierwotnie miał się nazywać spektakl, stanowi intrygującą kompilację dwóch tekstów, które posiadają wiele punktów stycznych. Operę Giuseppe Verdiego i powieść Bolesława Prusa z 1895  łączy między innymi wątek miłosnego trójkąta. W Faraonie Ramzesem targają namiętności do dwóch kobiet: Żydówki Sary i Fenicjanki Kamy. Z kolei w Aidzie serce Radamesa, generała wojsk, skradła etiopska niewolnica Aida, jednakże jest on też obiektem zainteresowania Amneris, córki faraona. Co więcej, obie historie toczą się podczas wojny i traktują o losach Egipcjan. Ważna jest również kwestia społecznej stratyfikacji, a także stereotypów, uprzedzeń i rasizmu, czyli postrzegania Innego jako obcego. W bielskim przedstawieniu wątek ksenofobii zdecydowano się wyeksponować na pierwszym planie, zaraz obok konfliktu młodego następcy egipskiego tronu – przyszłego faraona Ramzesa XIII – z kastą kapłanów.

Myśląc o Faraonie, przed oczyma pojawiają się kadry ze słynnego filmu Jerzego Kawalerowicza z 1965 roku. W tej nominowanej do Oscara produkcji ukazano walkę Ramzesa o władzę i jego starcie z kapłanami, którzy dzierżyli faktyczną władzę w państwie. W scenicznej wersji Tomaszewskiego wątek kapłanów także został poruszony, jednakże nie zdominował fabuły. Dramaturg Grzegorz Niziołek, przenosząc akcenty, zdecydował się stworzyć fantasmagorię, wariację na temat starożytnego Egiptu. Tego scenicznego dzieła nie można zatem czytać jako wiernej adaptacji powieści Prusa, ale i nie pretenduje ono do tego miana. O ile Faraon postrzegany był jako alegoria dziewiętnastowiecznej Europy, o tyle bielską „Faraidę” (ten tytuł chyba mocniej do mnie przemawia) można traktować podobnie w odniesieniu do wydarzeń toczących się za naszą wschodnią granicą. Spektakl wyzuty z patosu jest też lustrem rzeczywistości. Ramzes stanowi odzwierciedlenie współczesnych młodych ludzi, którzy uwikłali się w skomplikowane relacje. W spektaklu chór zapowiada, że dla Egiptu nadchodzą złe czasy, podobnie jak dla współczesnej Europy…

Pomysł połączenia opery i dramatu jest oryginalny. Intrygująca jest nie tylko forma, ale i wykonanie. Na scenie występuje aż osiemnastu aktorów. To pięcioro solistów oraz chór złożony z trzynastu indywidualistów, ale mówiących jednym głosem (Izabela Czyżycka, Piotr Gajos, Anita Jancia-Prokopowicz, Jagoda Krzywicka, Tomasz Lorek, Flaunnette Mafa, Grzegorz Margas, Sławomir Miska, Adam Myrczek, Rafał Sawicki, Grzegorz Sikora, Marta Suprun, Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt). Chór jest zarówno matką Ramzesa (zwielokrotniono jej osobowość celowo, bowiem jest ona traktowana jako wyrazicielka opinii wszystkich rodzicielek), jak i bohaterem zbiorowym jak kapłani, wojskowi czy niewolnicy. Komentuje, oskarża, oznajmia… Chór podlega nieustannej metamorfozie, przepoczwarza się. Zachowuje się niczym ławica ryb o zbiorowej świadomości. Co więcej, śpiewa też znane arie z opery Verdiego, które na bielskiej scenie prezentowane są w nowej odsłonie i aranżacjach Karola Nepelskiego.

Realizatorzy spektaklu grają z formą i bawią się konwencjami. Przyjęli operową konwencję, jednakże operę zredukowano. Partie wokalne nie brzmią tak, jak w tradycyjnej operze. Zamiast kilkudziesięcioosobowej orkiestry grającej na żywo, mamy elektroniczną muzykę z playbacku. Jest i italo disco, i muzyka synthwave. Chór także został okrojony i występuje w podwójnej roli. Wszystko przygotowano zgrzebnie, w lekkiej formie. Szkoda, że nie zdecydowano się na tłumaczenie partii wokalnych, tak jak ma to miejsce w wielu teatrach operowych, w których tekst arii wyświetla się na ekranie umieszczonym nad sceną.

Gdy kurtyna jest jeszcze opuszczona, przed publicznością pojawia się maestro – Adam Myrczek, który wita się z wyimaginowaną orkiestrą. Kłania się, gdy z offu płyną oklaski. Orkiestra zaczyna grać, a na scenie pojawiają się Egipcjanie... Dwaj mężczyźni mówią jednym głosem. Rozmawiają, a po chwili dołącza do nich trzecia postać. Biją się, przewracając stojaki na nuty… Gdy z offu ponownie słychać brawa, maestro kłania się. Rozpoczyna się właściwy spektakl. Wstawka ta zapowiada formę, w jakiej utrzymany jest spektakl – pastiszowy miks dramatyczno-operowy, umiejętnie balansujący na granicy kiczu. Umowność, dystans i fantasmagoryczność utrzymana jest przez całe przedstawienie.

Scenografowie Agnieszka Klepacka i Maciej Chorąży prostymi rozwiązaniami stworzyli scenerię przypominjącą pełen przepychu dwór egipski. Tłem akcji jest złocista płachta. To ascetyczne rozwiązanie, które doskonale się sprawdza. Pojawiają się też gigantyczne rzeźby kotów z monstrualnymi fallusami, złote krzesła, palmy czy brama naznaczona hieroglifami. Egipskiej stylistyki dopełniają kostiumy, także stanowiące estetyczny flirt kiczu i wierności realiom epoki, w której osadzona jest akcja spektaklu. Chór ubrany jest w białe koszulki i takież spodnie oraz sportowe obuwie. Z kolei na szyjach jego członków lśnią olbrzymie, złote łańcuchy, a na głowach – czarne peruki. Egipcjanie ubrani są skromnie. Najciekawszy kostium ma kapłanka Kama, której głowę zdobi złociste półkole, wskazujące na boga słońca Ra, a ciało – złocista suknia.

Tytułowym faraonem jest Ramzes. W tej roli w bielskim spektaklu można zobaczyć świetnego Mateusza Wojtasińskiego. Jest zarówno wodzem z lubością dokonującym przeglądu wojsk, dyrygującym zastępem wojowników niczym maestro w operze i spierającym się z kapłanami, jak i prężącym muskuły loverboyem, śpiewającym zalotnie do Sary: „A gdybym był młotkowym w fabryce z młotkiem szalał, to co byś powiedziała? Czy coś byś przeciw miała (…)” Formacji Nieżywych Schabuff. Młody następca tronu jest niestały w uczuciach i szybko zmienia obiekt swojego zainteresowania. Jest porywczy i władczy, ale po ataku furii, przywraca do łask wygnaną Sarę. Przekonująco wypada zarówno jako kochanek, jak i oszukany ojciec, ale i jako zagubiony i zmanipulowany przez kapłanów władca. Warto w tym miejscu wspomnieć o świetnej scenie, w której po zaćmieniu słońca umiera dotychczasowy faraon, a tron przejmuje Ramzes XIII. Sprawujące faktyczną władzę stronnictwo kapłanów traktuje nowego faraona jednak jak marionetkę, poruszając jego bezwolnym ciałem.

Sobowtórem Ramzesa jest przebiegły Lykon (Karol Pruciak). Choć w czasie spektaklu wielokrotnie pada sformułowanie, że Ramzes i Lykon są niczym bracia bliźniacy, realizatorzy nie zdecydowali się na charakteryzację upodabniającą do siebie dwóch aktorów. Z kolei w rolę kapłanki Kamy, która ma poskromić złość Ramzesa, wciela się przebojowa Oriana Soika – pełna seksapilu, z błyskiem i odrobiną szaleństwa w oku. Kusi, uwodzi i łaknie odwzajemnienia miłości, a przy tym knuje przeciwko Ramzesowi. Jej antagonistką i zupełnym przeciwieństwem jest Sara (Marta Gzowska-Sawicka). Młoda Żydówka jest skromna, urocza i zauroczona mocarnym Ramzesem. Jej rola naznaczona jest tragizmem i samotnością. Izolowana na egipskim dworze zaczyna skupiać wokół siebie rodaków, którzy obejmują ważne posady. Traci też ukochanego syna. W tym tłumie wyrazistych osobowości nieco blaknie Tutmozis (Michał Czaderna), adiutant Ramzesa, który staje się jego cieniem. Każdy z bohaterów bielskiej odsłony Faraona wykreował ciekawą postać, szczególnie mile zaskakuje chór. Są intrygi, wielkie emocje, orgia, a także wojna – spektakl ukazuje różne oblicza ludzkości.

Faraon w wykonaniu artystów Teatru Polskiego w Bielsku-Białej to intrygująca propozycja sceniczna. Pod maską historii mówi o sprawach ważkich, które pomimo upływu dwóch tysięcy lat nie zdezaktualizowały się. Dzieło Prusa stanowi jedynie pretekst do snucia opowieści, a wykorzystanie Aidy, z całym dobrodziejstwem operowego inwentarza, nadaje całości oryginalną formę.

Faraon na motywach powieści Bolesława Prusa i opery Aida Giuseppe Verdiego, reż. Cezary Tomaszewski, Teatr Polski w Bielsku-Białej, prem. 4 czerwca 2022.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne