"Teremin" w reż. Artura Tyszkiewicza w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Tomasz Mościcki w Dzienniku.
W monotonnym pejzażu polskiego teatru pojawił się Artur Tyszkiewicz, reżyser, który doskonale "gra" ironią, humorem i... tradycją. Rok temu triumfował "Iwoną, księżniczką Burgunda" podczas opolskiego festiwalu Klasyka Polska. Kilka miesięcy później w Poznaniu wyreżyserował "Krawca" Sławomira Mrożka. Wreszcie Artur Tyszkiewicz pojawił się w Warszawie. Niedawno zrobił słuchowisko w teatrze Polskiego Radia, a w sobotę w Teatrze Współczesnym odbyła się prapremiera "Teremina" Petra Zelenki. Uważany jest za reżysera młodego pokolenia, choć metrykalnie jest nieco dalej. Jego teatr nie mieści się w głównym nurcie tego, co na polskich scenach uważane jest za ważne. Tyszkiewicz jest "odmieńcem" - i to widać już było w wałbrzyskiej "Iwonie", którą z zachwytem przyjęła publiczność i krytycy różnych generacji. To teatr o przewrotnym humorze, zakorzeniony w najlepszej polskiej tradycji teatru literackiego, jednocześnie zaś - teatr nieodżegn