04.03.2020, 09:46 Wersja do druku

Dzieci widzą duchy

O tym jak zostaliśmy ulepieni przez rodziców, o cudzie i przekleństwie pamięci, o tym, że każde czułe i każde przykre słowo tkwi w nas, świadomie, nieświadomie, wkodowane w chłonne niczym gąbka umysły - zostaje na zawsze. Wspomnienia aktorów z czasów ich pacholęctwa są pełne czułości i nostalgii, jest w tych historiach co prawda skaza lęku przed dorosłością, ale przede wszystkim nadzieja, że owa dorosłość będzie dobra, łaskawa, że wszystko się ułoży. Że nie będzie tak krwawo i okrutnie jak w baśniach, będących zresztą jednym z bohaterów tego przedstawienia. Nie chcę spojlerować, ale sceny zjedzenia Mateusza Więcławka (w formie gulaszu) przez Mikołaja Chroboczka odzobaczyć się nie da.

Dzieci widzą duchy – podobnie jak zrealizowane w patchworkowej poetyce dyplomy prof. Grzegorzka w PWSFTviT - powstał jednak nie po to, żeby opowiedzieć jakąś historię, ale - żeby przekazać widzom emocje, energię, radość grania i śpiewania, po prostu - bycia w tym miejscu i w tym czasie, niepowtarzalności chwili. I istotnie – przekazuje, choć muszę przyznać, że nie wszystkie odniesienia zrozumiałem, szczególnie bliżej finału. No ale ja już duchów nie widuję, ci, co widują – pewnie bazę skumają. (ciekawe, czy to już archaizm?)

Tym razem talent i warsztat pokazuje najmłodsze pokolenie aktorów Teatru Jaracza i nie chcę wyróżnić nikogo personalnie, bo świetni byli wszyscy i - to jest właśnie wrażenie, z jakim z tego spektaklu wracałem do Warszawy zdumiewająco niepustą tej nocy autostradzie.


Tytuł oryginalny

Dzieci widzą duchy

Źródło:


Link do źródła

Autor:

Rafał Turowski

Data:

25.02.2020