16.04.2007 Wersja do druku

"Cyrulik" przewrócony do góry nogami

Wykonawcy otrzymali należną im porcję braw, ale gromkie "buuu" przywitało pojawiających się na scenie Teatru Wielkiego realizatorów najnowszej inscenizacji "Cyrulika sewilskiego" Rossiniego.

Rozpoczęło się nawet interesująco. Na scenie wyczarowano salon urody SPA, którego przesłanie brzmi: "Regeneracja ducha i ciała". Figaro to nie taki sobie zwykły cyrulik, tutaj okazał się on szefem zakładu, niemal mistrzem ceremonii, który tu podpowie, tam poprawi, a wszystko w myśl zasady klient nasz pan. Akcja biegnie szybko i dynamicznie, jednak już po kilkunastu minutach inscenizacja zaczyna trzeszczeć w szwach. Jeden zwariowany pomysł goni drugi, w sumie jest ich tyle, że w pewnym momencie zaczynają irytować i nużyć. Ciągle ktoś biega, pląsa, podskakuje albo ma drgawki. Jest tego tyle, że zaczynają się te sytuacje wymykać muzyce. Swoistym kuriozum są finały obu aktów: w pierwszym wszyscy dostają epileptycznych drgawek, w drugim, poprzedzonym samobójczą próbą Rozyny, wracamy na operowe koturny. Na dodatek ta rozbuchana dynamika scen idzie często kosztem muzycznej precyzji. Nad podzieleniem partii Berty na dwie śpiewaczki czy wprowadzeniem na sce

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

"Cyrulik" przewrócony do góry nogami

Źródło:

Materiał nadesłany

Nasz Dziennik nr 89

Autor:

Adam Czopek

Data:

16.04.2007

Realizacje repertuarowe