"Alina na zachód" w reż. Pawła Miśkiewicza w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze Anna R. Burzyńska w Tygodniku Powszechnym.
Dramat Dirka Dobbrowa w inscenizacji Pawła Miśkiewicza jest tęskny i ironiczny, sentymentalny i groteskowy. Zderzają się w nim mitologie dojrzewania i inicjacji, miłości idealnej i wszechpotężnego pożądania, symbolika domu i topos wędrówki. Jest w nim coś z nastroju kultowego filmu Lasse Hallströma "Co gryzie Gilberta Grape'a?" - podobna fabuła, symbolika, realia, równie leniwe tempo. Podobnie subiektywna jest perspektywa oglądu wyznaczana przez punkt widzenia głównego bohatera. Z tą różnicą, że u Hallströma to wciąż jeszcze rozwijająca się liniowo, zobiektywizowana narracja; u Miśkiewicza świat przedstawiony przypomina polaroidy, jakie robi różnym fragmentom swojego ciała ("cały Tom nie zmieści się na zdjęciu") główny bohater: nieostre, poruszone, prześwietlone, deformujące i wyolbrzymiające do monstrualnych wymiarów jakieś zgoła nieistotne elementy rzeczywistości. "Zdarzyło się coś nowego na przedmieściach? - Na przedmie�