12.03.2012 Wersja do druku

Byczę się nad jeziorem

Nie mogę uwierzyć, w ilu przedsięwzięciach brałem udział. Gdy zaglądam w statystyki, włos mi się jeży na głowie! Czy pani sobie wyobraża, że nagrałem ponad 1400 audycji radiowych? O rolach telewizyjnych i filmowych nie wspomnę, bo też jest tego masa - mówi KRZYSZTOF KOWALEWSKI, przed swoim benefisem w Olsztynie.
przyznaje

Jest pan szczęściarzem? - Farciarzem! Zostałem aktorem, bo nie miałem pomysłu na swoje życie. Zdałem maturę i wzruszyłem ramionami, bo co dalej? Koledzy szli już określoną drogą, a ja nie wiedziałem, gdzie jest moje miejsce. Padło więc na szkołę aktorską. Pada to niedaleko jabłko od jabłoni. Poszedł pan w ślady mamy? - Mama była aktorką, ale nie chciała, żebym poszedł w jej ślady. Jeśli ktoś posmakuje tego zawodu, wie, z czym on się kojarzy i jakie figle płata. Nie posłuchałem jednak mamy, poszedłem na egzamin, którego nie zdałem. W następnym roku wystartowałem ponownie - tym razem z sukcesem. Byłem uparty, ale nie żałuję. Nie mógł pan lepiej trafić... - Mogłem! Ale miałem szczęście i predyspozycje do tego zawodu. Gdybym ich nie miał, przepadłbym z kretesem i byłaby ze mnie marna aktorzyna. Nie przepadłem, dużo grałem i żadnej roli nie żałuję. Nawet kilka z nich wspominam z sentymentem. Mam na myśli liczne role tea

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Byczę się nad jeziorem

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Olsztyńska Nr 58/09-03-12

Autor:

Ada Romanowska

Data:

12.03.2012