EN
7.12.2022, 11:11 Wersja do druku

Artysta zapomniany

„Minetti. Portret artysty z czasów starości” Thomasa Bernharda w reż. Andrzeja Domalika w Teatrze Polonia w Warszawie. Pisze Konrad Pruszyński na swoim blogu.

fot. Katarzyna Kural-Sadowska

„Minetti. Portret artysty z czasów starości”. Tytuł spektaklu Teatru Polonia na podstawie tekstu austriackiego pisarza Thomasa Bernharda mówi wiele. Jest to rzecz o starym, zgorzkniałym, pozbawionym złudzeń i wszelkiej nadziei aktorze. Historia jest tak dalece jednostronna, bo relacjonowana przez tytułowego bohatera przedstawienia, że całość, mimo zdecydowanie bardziej rozbudowanej obsady, zyskuje charakter niemal monodramatyczny. Sztuka wyreżyserowana przez Andrzeja Domalika to przede wszystkim pole aktorskiego popisu dla Jana Peszka.

Rzecz dzieje się w hotelowym korytarzu. Otoczenie urządzone jest w minimalistycznym stylu. Po obu stronach sceny stoją sofa oraz fotele, w głębi widoczne są drzwi windy. Przestrzeń w przeważającej większości spektaklu jest cicha, oświetlenie stonowane, a ruchy postaci partnerujących Minettiemu ograniczone do minimum.

Tytułowy bohater pojawia się w hotelu umówiwszy się wcześniej na spotkanie z dyrektorem teatru. Minetti swoją kreacją szekspirowskiego Leara ma uświetnić jubileusz dwustolecia sceny. Ma to być dla niego powrót na deski po trzydziestu latach aktorskiej posuchy. Problem w tym, że dyrektor nie pojawia się na ustalonym spotkaniu.

Minetti, bo w zasadzie tylko tę postać można w spektaklu Polonii poddać głębszej analizie, to bohater niejednoznaczny. Z jednej strony, swoim ciągłym narzekaniem, powtarzaniem wyświechtanych frazesów i nieustannie wyrażanym poczuciem krzywdy, budzi w widzach rodzaj żałosnego politowania. Z drugiej strony jego postawa jest do pewnego stopnia uzasadniona, można mu współczuć, a nawet z nim sympatyzować. Minetti niewątpliwie jest osobą po przejściach. Całe swoje życie zawierzył sztuce aktorskiej, która stała się dla niego „sensem egzystencji”. Jest ponadprzeciętnie wrażliwy, jak to artysta, w związku z czym, jak sam mówi, „świat doprowadza go do szaleństwa”. Szczególnie ważne jest dla niego „wybrzmiewające w ciszy słowo”. W świecie ogarniętym wszędobylskim hałasem i brakiem poszanowania dla słowa postawa Minettiego może rzeczywiście stanowić powód emocjonalnego rozedrgania.  Podobnie z resztą jak elementarny brak szacunku, lub idąc dalej, zapomnienie i wynikające z niego poczucie nieistotności, bezsensu egzystencji, symbolizowane przez nieprzychodzącego na umówione spotkanie dyrektora teatru. Dokładając do tego podeszły wiek, brak perspektyw na świetlaną przyszłość, a co za tym idzie niedobór nadziei, otrzymujemy obraz człowieka podupadłego, zniszczonego i zdruzgotanego. Nie dziwi zatem postawa Minettiego, który z pewną goryczą zauważa, że „życie to farsa, nazywana przez człowieka inteligentnego egzystencją”.

Podkreśla się, że spektakl Teatru Polonia to opowieść o aktorze – o Aktorze, jako uniwersalnej figurze. I owszem – jest to rzecz o smutnym losie artysty, ale nade wszystko mamy tu do czynienia z historią człowieka – smutnego, pozbawionego życiowego wigoru Człowieka. W tym sensie Minetti może stanowić punkt wyjścia do szerszej refleksji nad kondycją współczesnego społeczeństwa, nad starością i naszym do niej stosunkiem.

Realizacja Andrzeja Domalika w warszawskiej Polonii to wreszcie pole do aktorskiego popisu dla jednego z największych na polskich scenach – Jana Peszka. Aktor wywiązuje się ze swojego zadania znakomicie – na tyle, na ile pozwala mu, mimo wszystko, wstrzemięźliwy emocjonalnie tekst. Cała reszta, przy ogromnym szacunku do wszystkich odtwórców ról, stanowi tło, z którego równocześnie można by było zrezygnować. Tekst Bernharda równie dobrze zafunkcjonowałby jako monodram, nie stwarzając jednocześnie wrażenia, a nawet nadziei, w tym przypadku płonnej, na jakikolwiek rodzaj interakcji między bohaterami. Cisza, monotonia i bezruch pozostałych bohaterów spektaklu stwarza niekiedy poczucie znużenia, wzmagane tylko przez powtarzalność treściową wypowiedzi Minettiego. Jedynym pomysłem na zerwanie z ową monotonią wydarzeń scenicznych jest kilkukrotne przejście przez hotelowy korytarz Przebierańców. Szkoda, bo wydaje się, że cała opowieść zyskałaby na zdynamizowaniu przebiegu.

„Minetti” nie jest zapewne tytułem dla wszystkich. Choć zawsze powtarzam, że ostatecznej oceny każdy powinien dokonać sam. Prawda jest jednak taka, że spektakl docenią szczególnie ci, którzy szukają w teatrze subtelnych emocji i głębszej refleksji na temat człowieczeństwa i wspominanej przez tytułowego bohatera „egzystencji”. Poza tym zawsze warto wybrać się do teatru, by obcować z charyzmą i bogatym warsztatem Jana Peszka. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Tytuł oryginalny

Artysta zapomniany

Źródło:

kpruszynski.blogspot.com
Link do źródła