EN
08.06.2022, 10:10 Wersja do druku

„Alicja” niebiańskiej urody

„Alicja w krainie czarów” Przemysława Zycha w inscenizacji i choreografii Roberta Bondary w Operze Nova w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

fot. Andrzej Makowski

„Alicja w krainie czarów” to jedna z bardziej inspirujących twórców teatralnych i filmowych, powieści dla dzieci. Niektórzy artyści podchodzą do tego dzieła nawet parokrotnie. Należy do nich Przemysław Zych, który po raz pierwszy skomponował „Alicję” w 2015 roku dla Opery na Zamku. Recenzję z tamtej premiery pisałam w 11 numerze AKANTU z tamtego roku. Może ona przekonać jak dalece spektakl bydgoski różni się od szczecińskiego, choć obydwa zostały oparte na muzyce tego samego kompozytora. Tyle, że tam brzmienie dyktowała choreografia Jacka Tyskiego, tu libretto i ruch zespołu baletowego oparte są na fantastycznych wizjach Roberta Bondary. A to nie mogło pozostać bez wpływu na warstwę muzyczną, która przy okazji tego baletu pełni rolę ilustracyjną, jest też zapowiedzią określonych zdarzeń, pojawiania się postaci.

Uwertura sygnalizuje różnorodność emocji w całości spektaklu. Od subtelnego pizzicato na początku, przy sielskim pikniku w ogrodzie rodziców dziewczynki, poprzez zdarzenia bardziej dramatyczne aż po komiczne. W zależności od sytuacji i klimatu, do głosu dochodzą różne instrumenty od smyczków, poprzez dęte, po perkusje i kotły. Funkcjonuje tu bardzo szeroki ich wachlarz, bo są też i harfy, i celesty. A wiąże się to m.in. i z tym, że wielorodne znajdujemy tu style muzyczne, jakimi posługuje się kompozytor. Niekiedy można dopatrzeć się poetyki Strawińskiego, to znów Prokofiewa, czy wreszcie Rawela, ale i ukrytych nutek z „Wlazł kotek na płotek”. Groteskowym postaciom towarzyszą mini- scherza. Idealnie wydobywa z partytury wszystkie niuanse i szybkie zmiany stylów dyrygująca orkiestrą Opery Nova Jagoda Brajewska. Niczym wróżka wyczarowuje batutą ruch sceniczny, dyktuje postaciom nastroje.

Niektóre fragmenty kompozycji, zostały przypisane tu innym scenom, jak np. melodia kołysanki pojawia się już nie przy okazji tańca gąsienicy, ale na końcu spektaklu, albowiem tym razem inne nadał jej kompozytor znaczenie. Jej zadaniem jest wyciszenie emocji dojrzalszej już Alicji. Poszczególni bohaterowie mają swoje muzyczne motywy, które ich określają. Bywają też swoistym reflektorem na postać, na którą w danym momencie należy zwrócić uwagę. Wiąże się to tak z dramaturgią całego spektaklu, jak i poszczególnych scen.

fot. Andrzej Makowski

Wcielająca się w postać głównej bohaterki Abigail Cockrell, przejąwszy jakby rolę od grającej na początku Alicję dziewczynki ze Studia Baletowego przy Operze Nova, od razu zaczyna swą wędrówkę na pointach. Najlepsza w duecie z Waletem Kier, kreowanym przez znakomitego, uwielbianego przez publiczność solistę Rafała Tandeka. Oboje interesujący nie tylko ruchowo, ale i aktorsko. Abigail Cockrell bardzo dobrze oddaje mimiką tak przeżycia, jak i dojrzewanie bohaterki w tym niesamowitym śnie. Jej partner i ruchem, i twarzą pokazuje rodzącą się w nim miłość. Po tańcu solowym Tandek na premierze zebrał najwięcej braw. 

Z zachwycającą lekkością i zwinnością porusza się w tańcu, zdawałoby się nie dotykając sceny, Angelika Wojciechowska jako Królowa Kier. Wspaniała też komicznie. Zwłaszcza w scenie po wypadku, kiedy wtacza się na scenę wbita w samochodowe koło. Komizmem dorównuje jej też sceniczny małżonek, Król Kier, czyli Ryszard Madejski. Groteskowym genrem bije wszystkich w epizodzie Kucharki Maria Martins.

Nieprawdopodobnie oryginalna i pomysłowa jest oprawa plastyczna Martyny Kander. Zaczyna się i kończy realistycznie sielankową sceną pikniku w ogrodzie. Ale to, co artystka zawarła pomiędzy, jak na senny absurd przystało, bardzo jest już dalekie od realizmu i często niewyobrażalne do przedstawienia na scenie. Np. przejście dziewczynki przez króliczą norę. W spektaklu okazało się, że na scenie bardzo pomysłowo można pokazać wlot i wylot tego podziemnego korytarza. Zaskakująco ciekawie przedstawiła też Martyna Kander sceny wzrostu i malenia bohaterki, posługując się zapadnią i sytuując akcję na dwóch poziomach. W górze postać dziewczynki jest powiększona na ekranie, a wokół niej tańczą postaci, które z widowni wydają się maleńkie. Kiedy Alicja „maleje”, na dole rozrasta się stół, a stojąca obok dziewczynka nie może sięgnąć do jego blatu. Aż dwa ciekawe pomysły na przedstawienie magicznych przeobrażeń postaci. Cudownie baśniowa scena Alicji w jeziorze z łez, przedstawia niesamowite wizje podwodnego świata zawoalowane zielononiebieskim tiulem i otulone przyciemnionym światłem. Zresztą tak, jak Maciej Igielski zaprojektował to oświetlenie, w najpiękniejszych ludzkich snach się nie zdarza. Tak mogłoby wyglądać chyba tylko niebo… gdyby ktoś do niego trafił.

fot. Andrzej Makowski

Postaci tej opowieści dookreśla nie tylko muzyka, ale i kostiumy. Jakiej że trzeba wyobraźni, żeby w tak oryginalny sposób poubierać np. sceniczne zwierzęta, nie pozbawiając ich jednocześnie cech charakterystycznych dla danego gatunku. Twórcy i miłośnicy absurdu z czasów Levisa Carrolla podobnie, byliby z pewnością tak zachwyceni jak wiwatujący na stojąco odbiorcy bydgoskiej premiery. Ale euforia publiczności, dawała o sobie znać nie tylko wówczas, gdy artyści wychodzili do ukłonów. Oklaski rozlegały się po każdej scence, tańcu solowym czy duecie, po każdym zespołowym układzie choreograficznym.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak