04.11.2019 Wersja do druku

28. rocznica śmierci Romana Wilhelmiego

3 listopada minęło 28 lat od przedwczesnej śmierci Romana Wilhelmiego. Był bez wątpienia aktorem klasy światowej. Idealnym do odgrywania ról nieco nieokrzesanych, mocnych mężczyzn o "zwierzęcym uroku".

Mówił: "Jedyny sen koszmarny, jaki miałem, był ten, że gram, a widownia składa się z samych krytyków". Nie pozował na intelektualistę. Na partyturach swych ról zaznaczał z boku - "odpuścić" albo "przypierdolić". Często "przypierdalał" w swym firmowym popisie jako sadystyczny kelner Robert Fornalski w "Zaklętych rewirach" (1975) Janusza Majewskiego, znęcający się fizycznie i psychicznie nad wchodzącym w zawód Romkiem Boryczką (Marek Kondrat). Wilhelmi grał Fornalskiego w stylu Marlona Brando. Zaczesał włosy do góry, odsłaniając początki łysiny jak Brando w "Ojcu chrzestnym". Pokazał niesympatycznego typa tak, żebyśmy zastanawiali się, dlaczego on właściwie bije. Co w ten sposób odreagowuje? Dostał za tę rolę nagrodę na festiwalu w Gdańsku. "Wilhelmi był niezwykle emocjonalny, także prywatnie" - wspomina Janusz Majewski. - "Mawiał Starenia, całuję cię w serducho. Przy powitaniu prawie łamał kości. Po pokazie pierwszych materia

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dyzma, Anioł, porucznik Jarosz - 28. rocznica śmierci Romana Wilhelmiego. "Zawsze byłem trudny w odbiorze, trochę spocony, trochę dziki"

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online

Autor:

Jacek Szczerba

Data:

04.11.2019