powiększwersja do drukupoleć znajomemu

Koniec wieńczy dzieło

XVI Letni Festiwal Opery Krakowskiej podsumowuje Anna Woźniakowska w miesięczniku Kraków.

Wprawdzie sierpień to środek wakacji, ale już za kilka tygodni spektaklem "Carmen" Bizeta z udziałem Małgorzaty Walewskiej w tytułowej roli Opera Krakowska rozpocznie nowy sezon artystyczny. Nim jednak zabrzmią dźwięki habanery, warto powrócić do wydarzeń wieńczących w naszym muzycznym teatrze całosezonowy wysiłek zespołu. Od piętnastu lat to zwieńczenie ma spektakularną postać Letniego Festiwalu Opery Krakowskiej. Przez lata impreza ewoluowała od prezentacji kilku wybranych pozycji z bieżącego repertuaru, poprzez próby konfrontacji spektakli krakowskich z dokonaniami teatrów muzycznych z kraju i zagranicy, a także poprzez różne formy koncertów muzyki operowej do ustalonej (chyba ostatecznie) od kilku lat formuły harmonijnie łączącej te wszystkie elementy.

W ramach tegorocznego XVI Letniego Festiwalu Opery Krakowskiej miłośnicy sztuki operowej obejrzeli w siedzibie instytucji nową inscenizację Mozartowskiego "Wesela Figara" oraz z bieżącego repertuaru "Madamę Butterfly" Pucciniego i "Ariadnę na Naxos" Richarda Straussa. Poza siedzibą, w renesansowym zamku w Suchej Beskidzkiej, w ramach współfinansowanego ze środków unijnych projektu "Opera w nowej przestrzeni", pokazano "Straszny dwór" Moniuszki. Na dziedzińcu arkadowym Wawelu zabrzmiały "Arie oper świata" oraz "Wielkie chóry wielkich oper", dwa koncerty o starannie dobranym repertuarze, z których pierwszy został nagrany i ukaże się na DVD jako owoc współpracy Opery z Zamkiem Królewskim. Na Wawelu miała się także odbyć gala baletowa "Grand pas...!", ale kapryśna pogoda sprawiła, że musiała zostać przeniesiona do operowego wnętrza, ze szkodą dla tych miłośników tańca, dla których zabrakło miejsca, ale z korzyścią dla tancerzy i artyzmu samego pokazu. Do tej listy dodać by należało przypadającą w trakcie festiwalu Noc Teatrów. Opera Krakowska jak zwykle szeroko otwarła przed zwiedzającymi swe podwoje, prezentując im - obok innych atrakcji - także spektakl "Podróż zimowa", czyli udramatyzowany Schubertowski cykl pieśni, do których Stanisław Barańczak napisał nowe, przejmujące teksty.

Nowością były w tym roku dwa spotkania z publicznością prowadzone przez red. Agnieszkę Malatyńską-Stankiewicz. Bohaterem pierwszego był ukochany przez krakowian Mariusz Kwiecień, solista nowojorskiej Metropolita Opera, który w "Weselu Figara" wcielił się w postać hrabiego Almavivy. Spotkanie drugie, poprzedzające koncerty na Wawelu, odbyło się tamże, a dotyczyło głównie edukacyjnej działalności instytucji kulturalnych oraz pozyskiwania i wykorzystywania funduszy europejskich na przykładzie właśnie Opery Krakowskiej i Zamku Królewskiego na Wawelu. Obudowanie poszczególnych wystąpień i dyskusji pokazami filmowymi, konkursami, a nawet grą terenową dla dzieci, nie tylko spotkanie uatrakcyjniało. Dowodziło, że zarówno Zamek Królewski, jak i Opera Krakowska pragną dotrzeć do jak najszerszego grona odbiorców, chcą ich z sobą związać, stworzyć wokół siebie pewną społeczność oraz że potrafią wykorzystywać do tego celu także nowe media.

O słuszności takiego postępowania świadczyła wspaniała frekwencja nie tylko na spektaklach i koncertach, ale na wszystkich bez wyjątku imprezach tegorocznego festiwalu. Krakowianie kochają operę i mają chyba coraz większe zaufanie do artystycznych propozycji obecnego kierownictwa naszej muzycznej sceny. A pojawiają się na niej śpiewacy interesujący, zarówno ci dobrze już znani, wyczekiwani przez melomanów (wspomniani Małgorzata Walewska i Mariusz Kwiecień), jak i goszczący w Operze Krakowskiej po raz pierwszy czołowy polski bas-baryton Robert Gierlach czy Krzysztof Szumański, solista Deutsche Oper Berlin. Nie brak też utalentowanej młodzieży.

Bardzo dobre przyjęcie "Wesela Figara" w reżyserii Laco Adamika, w kostiumach i scenografii Barbary Kędzierskiej, muzycznie przygotowanego i poprowadzonego przez Tomasza Tokarczyka, było niewątpliwie zasługą wszystkich realizatorów inscenizacji, na pierwszym miejscu umieściłabym jednak skompletowanie wybornego ansamblu solistów. Chyba po raz pierwszy Mariusz Kwiecień, jak zawsze doskonały w każdej nucie i w każdym geście, nie górował znacznie nad resztą zespołu, bo dobrze partnerowali mu Krzysztof Szumański (po raz pierwszy - mam nadzieję nie ostatni - na krakowskiej scenie) jako Figaro, Iwona Socha jako Zuzanna i Katarzyna Oleś-Blacha w partii Hrabiny. Na szczególną uwagę zasługiwała tu Iwona Socha: bardzo dobra aktorsko, obdarzona pięknym głosem i władająca nim bez zarzutu. Zuzanna to kolejna, po Micaeli w Carmen, rola młodej artystki na krakowskiej scenie. Chciałabym, by ta współpraca zacieśniała się coraz bardziej.

Owocem współpracy nawiązanej przez Operę z Wioletta Chodowicz był udział śpiewaczki w koncercie "Arie oper świata" (obok Ewy Biegas, Katarzyny Oleś-Blachy, Mariusza Kwietnia i Tomasza Kuka) oraz w spektaklu Madamy Butter-fly. Wioletta Chodowicz w ubiegłym roku otrzymała Paszport Polityki za "piękny głos i osobowość sceniczną, za wyraziste i wzruszające kreacje kobiet doświadczonych przez życie". Jej krakowska Butterfly była perfekcyjna i wzruszająca, dziewczęca i dojrzała zarazem. Od czasów pamiętnej kreacji Jadwigi Romańskiej w tej roli (1969 rok) nie byłam świadkiem takiego utożsamienia się śpiewaczki z odtwarzaną postacią. Dla takiej Butterfly warto było organizować festiwal.

Podobnym przeżyciem dla widzów były dwa krótkie występy Dawida Kupinskiego, solisty Bejart Ballet Lausanne w "Grand pas...!" Gala baletowa odbywała się w tym roku pod patronatem legendarnej Mai Plisieckiej. Poszczególne prezentacje przedstawicieli baletów z Warszawy, Krakowa, Kopenhagi i Sankt Petersburga dzielone były pokazami filmowymi jej tańca oraz jej wspomnieniami. Z tych ostatnich utkwiło mi w pamięci zdanie o muzyce warunkującej gest i taneczną ekspresję. Wspomniany taniec Dawida Kupinskiego był tego najlepszym dowodem - harmonijny, łagodny we fragmencie baletu "Light" do muzyki Vivaldiego dynamiczny, niesłychanie ekspresyjny, wręcz spazmatyczny w choreografii do utworu "A Winter's Tale" zespołu Queen. W zestawieniu z oglądaną w ramach tego samego wieczoru doskonałą klasyką Ekateriny Osmołkiny i Maxima Ziuzina z Teatru Maryjskiego dawał pole do rozmyślań nad pojemnością terminu "balet" oraz nad granicami ludzkich możliwości wyrażania ekspresji niemal każdym mięśniem i nerwem ciała.

A cały tegoroczny festiwal pozwala z nadzieją oczekiwać na nowy sezon operowy.