Z ostatniej chwili:
"Conrad" w reż. Ingmara Villqista, Teatr Śląski, Katowice
fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Mogę powiedzieć, że życie miałem spełnione

- Jak profesor Zelwerowicz przyjmował mnie do szkoły teatralnej, powiedział: "Głos dobry, ale nic poza tym" - mówi Roman Kłosowski. W lutym aktor skończy 89 lat.

Przyszedł na świat 14 lutego, w Dniu Zakochanych, choć wtedy nikt tego święta nie celebrował. Rocznik '29, miejsce urodzenia: Biała Podlaska. Na koncie ma ponad 90 ról, w tym tę życiową - Maliniaka w serialu "Czterdziestolatek". Dziś już na emeryturze, starość przyjmuje z pokorą. Aleksandra Jarosz: Jak pan się ma? - Nie narzekam. Mam wszystko, czego potrzebuje starszy człowiek: emeryturę, miłość rodziny, opiekę najbliższych. W Białej Podlaskiej pozostał mój najlepszy przyjaciel, który też jest wdowcem. Często do siebie dzwonimy, wracamy do starych czasów. Jedyne, czego mi dziś brakuje, to czytania. To mój największy dramat, bo przez kłopoty ze wzrokiem książki w mojej bibliotece stały się bezużyteczne. Wciąż pamiętam wiele tekstów. Kochałem wiersze Władysława Broniewskiego. Zna pani "Wiersz ostatni"?